Na torze (140) | Na drodze (96) | W garażu (89) | Wydarzenia (65) | Poza autem (34) | Testy aut (20) | Karting (16) | Testy (12) |

Wina przy kolizji z autem na tzw. wczesnym czerwonym

Toyota Avensis na wczesnym czerwonymCzy spowodowanie kolizji (nawet specjalnej) z autem jadącym na "wczesnym czerwonym" ujdzie zawsze na sucho? Czy może są na to jakieś paragrafy?

Na nagraniu dwie patologiczne sytuacje... w moim wykonaniu "wbicie jedynki" jak już świeci się długo zielone światło, a w wykonaniu Toyoty Avensis przejazd na tzw. wczesnym czerwonym... i załóżmy, że ja ruszyłem bardzo żwawo, tak żwawo, że trafiłem w tylne drzwi tej Toyoty, i to nagranie ma być dowodem w sprawie...

Kierowca Toyoty wjechał na już "dawno" świecącym się czerwonym świetle, nie da się tego ukryć, nic go nie usprawiedliwia, warunki były dobre, jechał powoli, nie chciało mu się po prostu czekać kolejną zmianę świateł. W sumie to już kierowca wcześniejszej Hondy wjechał na czerwonym.

Załóżmy, że ja natomiast ruszyłem jak najszybciej, z lekkim piskiem opon, ale już na zielonym. Może nawet ruszyłem tak specjalnie, aby dostać odszkodowanie na malowanie zderzaka, ale tego nikt nie wie. Nie hamowałem przed zderzeniem. Widoczność w prawo, jak to na rondzie, była bardzo dobra. Trafiłem w tylne drzwi Toyoty, nie ona we mnie, prawie już przejechała...

Powiedzmy, że kierowca Toyoty widział, że ruszyłem brawurowo, chce się wywinąć i twierdzi, że on wjechał na pomarańczowym, ale nie wie, że ja miałem rejestrator. Czy pokazać policjantowi moje nagranie? na którym by było widać, że z gazem w podłodze trafiłem w tę Toyotę? czy lepiej szukać świadka, który tylko powie "ten miał czerwone, ten zielone"?

Co w sytuacji, gdybym po prostu przyznał się, że chciałem specjalnie spowodować kolizję? czy kodeks drogowy będzie wtedy bezradny?

PS. pamiętacie pytanie z egzaminu na prawo jazdy, gdzie pierwszeństwo przejazdu przez skrzyżowanie miał pojazd, który "jadąc po drodze podporządkowanej zbliżał się do skrzyżowania z bardzo dużą prędkością"... nie mogę nic takiego w kodeksie znaleźć, jakiegoś wymogu upewniania się przy przejeździe czy ktoś tam się za szybko nie zbliża...

PS2. nagranie zbyt spektakularnie nie wygląda, ale często w tym miejscu za Toyotą jeszcze ze dwa kolejne auta przejadą... dlatego właśnie tak po emerycku tutaj ruszam, lepsze to niż mieć wypadek nie z własnej winy...

Komentarze (7) skocz na koniec

Rosso, 2012-05-26, 15:12
Ewidentna sytuacja,wjazd na czerwonym tamtej Toyoty, nie ma znaczenia czy ty ruszyłeś z piskiem,poślizgiem,jak szybko to uczyniłeś. Masz zielone światło-a to jest najważniejsze.
, 2012-05-27, 00:40
Czyli zgodnie z prawem można tutaj wymuszać odszkodowania? ;) często za tą Toyotę jeszcze jedno czy dwa auta przejeżdżają...
Rosso, 2012-05-27, 11:27
Hmm jeżeli nie szkoda Ci Audicy :D
, 2012-05-27, 11:40
Szkoda, szkoda... jakimś starszym autem to pewnie można by było nieźle sobie dorobić w tym miejscu ;] ciekawe czy ktoś wpadnie na ten pomysł, czytałem w lokalnych newsach o takich kierowcach, ale w innym miejscu zasadzali podobne pułapki... od czasu do czasu przetrzeć zderzak, oczekiwać kasy od sprawcy do ręki na naprawę, zderzak przylepić taśmą i za kilka dni ponownie do urwać... ;)
szofer, 2012-05-29, 22:56
Sytuacja z pozoru skomplikowana, wydaje się dla mnie prosta. Nie możesz wjechać na skrzyżowanie nie mając wolnego przejazdu. Wydaje mi się, że kierowca Toyoty odpowiadałby tylko za wjazd na skrzyżowanie przy czerwonym, ale za spowodowanie kolizji (oby tylko) obarczono by Ciebie.
pawkow - motoklimat.pl, 2012-05-29, 23:08
Ciekawe, co gdybyś tak jechał sobie spokojnie 50 km/h znając czas trwania cyklu świateł i wparadował na skrzyżowanie idealnie na zielonym - kto by płacił ;) ?
szofer, 2012-05-30, 21:36
Moja wypowiedź odnosiła się do rozważań autora artykułu. Na Twoje pytanie odpowiem tak: nikt przy zdrowych zmysłach nie taranuje innych uczestników ruchu. Dojeżdżając do skrzyżowania jesteś obowiązany zachować ostrożność i widząc pojazd przed sobą (choćby był na czerwonym) powinieneś zwolnić/zachamować. Gdyby jednak zabrakło Ci miejsca i byłoby *puk*, odpowiedialność spada na niego. Gość na czerwonym wymusza pierwszeństwo, co nie zawsze jest jednoznaczne z winą za kolizję.
Dam przykład. Późny wieczór, ruch znikomy. Znajomy przejeżdża puste skrzyżowanie na bardzo późnym pomarańczowym, a własciwie już na czerwonym. 20 m za skrzyżowaniem w jego bok ładuje się wyjeżdżające z bocznej uliczki/wyjazdu(?) auto. Obużony kierowca wymyśla znajomemu od łachmanów, że nie przestrzega przepisów, że wali na czerwonym i nie godzi się załatwić sprawy polubownie tylko wzywa policję. Każdy opowiada swoją wersję, znajomy przyznaje, że przejechał skrzyżowanie w chwili zaświecenia czerwonego. I co robi policja? Puszcza mojego ziomala, a karze za wymuszenie pierwszeństwa tamtego. Być może inny policjant zinterpretowałby to zdarzenie inaczej, jednak w tym wypadku tak to się zakończyło.

Napisz komentarz

Autor *

Strona

Komentarz *