Na torze (140) | Na drodze (95) | W garażu (88) | Wydarzenia (65) | Poza autem (34) | Testy aut (20) | Karting (16) | Testy (11) |

[WYNIKI] Zimowy konkurs Shell Helix!

Zimowy konkurs Shell Helix

Prentkiego przedstawiać Wam nie trzeba więc od razu przechodząc do rzeczy to w ramach naszej współpracy z Shell organizujemy na swoich blogach konkursy w których do wygrania są naprawdę fajne nagrody... plecaki Ferrari, bezrękawniki, czapki!



❄ ❄ ❄

Konkurs został już zakończony. Sprawdź wyniki!. Gratuluję autorom zwycięskich zgłoszeń!

❄ ❄ ❄



Nagrody

W sumie jest aż 9 nagród gdyż do przyznania są trzy I., trzy II. i trzy III. miejsca:


[3x] I. miejsce: plecak Ferrari i pendrive Shell

Plecak Ferrari konkurs Shell Helix

Pendrive shell rimula konkurs


[3x] II. miejsce: bezrękawnik 4F

Bezrękawnik 4F konkurs Shell Helix


[3x] III. miejsce: czapka Ferrari

Czapka Ferrari konkurs Shell Helix



Zasady

Tym razem wyjątkowo odstawiamy na bok bardzo ciekawe tematy dotyczące syntetyczności baz olejowych, lepkości wysokotemperaturowej HTHS i zawartości popiołów siarczynowych SAPS w najnowszych olejach silnikowych a skupimy się na... zimie!.

Otóż, tematem konkursu jest ❄ ❄ ❄ ZIMA ❄ ❄ ❄ a dokładniej to z czym Ci się ona kojarzy pod kątem własnych doświadczeń czy innych przygód zza kierownicy. Oczywiste, że zdecydowana większość kierowców czeka na pierwsze śnieżyce i białe ulice jak przedszkolaki na Świętego Mikołaja więc z pewnością macie sporo do opowiedzenia. Jak najbardziej zapraszam też do wzięcia udziału w konkursie kierowców aut z napędem na tylne koła aby podzielili się swoimi sposobami na zimę czyli jakie książki lubią czytać, w jakie gry grać, jakie filmy oglądać gdy spadnie pierwszy śnieg ;] Dobra, suche żarty na bok...



ZASADY KONKURSU

  • Napisz a najlepiej pokaż to też na zdjęciu czy nagraniu z czym kojarzy Ci się zima zza kierownicy, dlaczego lubisz albo nienawidzisz mieć śnieg pod kołami! Jak najbardziej można też narzekać! :) Albo opisz swoją najciekawszą zimową przygodę motoryzacyjną. Albo cokolwiek innego co łączy Ciebie, zimę i samochód.

  • Zgłoszenia można przesyłać w dowolny sposób, tj. na adres e-mail: spalacz@spalaczbenzyny.pl, na Facebooku albo tutaj w komentarzach.

  • Autorzy najciekawszych zgłoszeń otrzymają wyżej wymienione nagrody. Nagrodzonych zostanie aż 9 osób. Przypominam, że są to naprawdę dobre, oryginalne gadżety Ferrari i jeżeli je wygrasz to na pewno będziesz chętnie z nich korzystał. Zgłoszenie będę oceniał ja oraz wspomagał się opinią Prentkiego co do tych gier i seriali ;)

  • Termin nadsyłania zgłoszeń to 8. stycznia 2017.

Konkurs organizowany przez Prentkiego pt. Zimowy konkurs Shell Helix - za co najbardziej lubisz swój silnik? jest niezależnym konkursem czyli można, a nawet trzeba! brać też w nim udział bo do wygrania są podobne nagrody. Możesz wygrać nagrody w obu konkursach! Szczegółowy regulamin znajduje się tutaj.


❄ ❄ ❄

Konkurs został zorganizowany w związku z moim udziałem w kampanii promocyjnej olejów Shell Helix Ultra. Rzuć okiem też na poprzednie wpisy m.in. Jaki olej wybrać do swojego samochodu? czy o Testowej zmianie oleju na Shell Helix Ultra w Hondzie Civic.

❄ ❄ ❄


Zimowy konkurs Shell Helix

Zimowy konkurs Shell Helix

Zimowy konkurs Shell Helix

Zimowy konkurs Shell Helix

Zimowy konkurs Shell Helix




❄ ❄ ❄


Wyniki


I. miejsce: plecak Ferrari i pendrive Shell


@Michał Olechowski:

Zimowy Konkurs Shell Helix Toyota Corolla na śniegu

Zima zza kierownicy kojarzy mi się oczywiście z… zabawą! Nie mam, co prawda jeszcze prawa jazdy, niemniej jeździłem już wielokrotnie po torze. Pierwszy śnieg, to dla mnie zawsze wyczekiwanie okazji by pouczyć się i poślizgać się jakimś autkiem po torze. Moje pierwsze śniegi i jazdy w życiu (zobacz film).

Nic nie cieszy mnie bardziej, niż wyzwania stawiane przede mną jako kierowcą. Na torze gigantyczna ulewa? – zgadnijcie kto pierwszy wsiada do auta, sprawdzić jak jeździ się w takich warunkach. Lód, śnieg, mgła, ciemna noc, zmienne nawierzchnie? - Świetna zabawa :) Pościgać się Subarakiem w nocy po torze - pobawić się w jeździe na czas szalejącym czterołapem na mokrym asfalcie? – Bajka! Myślę, że to dzięki takim wyzwaniom, towarzyszącej przy tym adrenalinie i świetnej zabawie, ciągle się doskonale i chcę być kierowcą rajdowym! ;)

Natomiast wszystkim osobom, których (o zgrozo!) jest wiele - dla osób, które boją się zimy: wybierzcie się na kurs doszkalający. Nauczycie się panować nad swoim pojazdem i nabierzecie pewności siebie w codziennej jeździe. - Nauczycie się panowania nad autem w poślizgach, a umiejętność ta - być może ocali wam kiedyś życie.



❄ ❄ ❄



@Nulek:

Co mi się kojarzy z zimą i samochodem? Cóż, najbardziej to... poślizgi. ;) Zaliczyłam ich niemało, zawsze jakoś jednak z nich wychodziłam, więc do łańcucha skojarzeń dołącza zwykle także ulga. ;) I jeszcze jedno, najsilniejsze skojarzenie - ludzka życzliwość na drodze. Tak, tak, tutaj, w Polsce. :)

O jednym przykładzie na potwierdzenie mojego skojarzenia mogę Wam opowiedzieć. Mieszkałam wtedy w Krakowie i zachciało mi się wycieczki do Tokarni, do skansenu, który tyle razy mijałam w drodze z lub do Warszawy, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, by się zatrzymać i zajrzeć do środka. Wyprawa została zaplanowana na pewną niedzielę, ba, znalazł się nawet przewodnik. Nawet padający śnieg, który w ten weekend najwyraźniej postanowił nadrobić zaległości z całej tej wyjątkowo ciepłej zimy, nie zdołał mnie powstrzymać przed 100-kilometrową wycieczką. Przypuszczam zresztą, że już niebawem w słownikach hasło *ośli upór* zostanie zastąpione *Nulkowym uporem*...

Ruszyłam zatem, kalkulując, że trzeba będzie jechać powoli ze względu na złośliwość aury. I całe szczęście, że wykalkulowałam sobie tę ostrożność, bo bardzo mi się w okolicach Chęcin przydała.

Kilka kilometrów przed Tokarnią jest taki zakręt przy stacji benzynowej. Niby nic. Bagatelka. Na wszelki wypadek jednak, widząc nawiany na drogę śnieg, a raczej - śniegopodobną breję, zwolniłam do mniej więcej 30 km/h. Tyle przynajmniej zdążyłam zobaczyć na liczniku, gdy już wyjeżdżałam zza zakrętu. Następny widok to już jakiś cwaniaczek w czarnym, kanciastym nieco aucie (nie znam się na tych wszystkich markach, rozróżniam tylko Cinquecento od Seicento i małego fiata, więc nie potrafię sprecyzować, cóż to była za machina). Cwaniaczek ów - tuż przed zakrętem!! w takich warunkach!! i na podwójnej ciągłej linii, którą mimo wszystko było widać spod śniegu!! - wyprzedzał sobie wesoło jakieś wolniejsze od niego auto, nie bacząc na to, że z naprzeciwka nadjeżdżam... ja.

Nie wiem, jak dokonałam w duchu tej kalkulacji, ale doszłam jakoś do wniosku, że nie chcę sprawdzać trwałości mojej Białej Strzały w zetknięciu z tą rozpędzoną kupą blachy i odbiłam na prawo, na pobocze. Taki przynajmniej był plan, bo wykonanie... cóż, nieco przerosło moje oczekiwania. Straciłam przyczepność i mistrzowsko wjechałam do przydrożnego rowu.

Uch...

Mam prawo jazdy od lat. Uczyłam się jeździć zimą. I jestem diabelnie ostrożnym, by nie powiedzieć - tchórzliwym - kierowcą. I co z tego, skoro na drodze nawet najostrożniejszemu driverowi może zza zakrętu wyskoczyć nagle jakiś psychopata?

Koleś nawet się nie zatrzymał. Wiem, bo zaraz po lądowaniu obejrzałam się i zobaczyłam tylko, jak znika za zakrętem. Cóż miałam robić? Wyłączyłam silnik. Zaciągnęłam ręczny (ech, nie wiem po co - po prostu stary nawyk...). Wyskoczyłam z auta i przyjrzałam się krytycznie sytuacji.

Nie wyglądało to jakoś szczególnie dramatycznie, ale Biała Strzała - jak to Cinquecento - ważyła jednak tych kilkaset kilogramów, więc raczej nie było mowy o tym, żebym ją stamtąd własnymi wiedźmowymi mocami wyciągnęła. Musiałam przełączyć się więc na tryb *nieporadne dziewczę w tarapatach* i zaczęłam machać na nadjeżdżających od strony *stolycy* kierowców.

Mówcie co chcecie, ale ludzie są jednak poczciwi. W ciągu 5 minut znalazł się przemiły pan z linką do holowania i jeszcze trzech innych, którzy pomogli wypchnąć moje małe białe cudo z rowu na jezdnię (żeby nie było, zwolniłam ręczny zanim zaczęli pchać...). Bez nich pewnie utknęłabym tam na nieco dłużej. A że *głupi ma szczęście*, znalazła się jeszcze ciężarówka pomocy drogowej nadjeżdżająca od strony Chęcin, dzięki czemu lekko wgięty błotnik wrócił błyskawicznie na swoje miejsce. Panowie, nawet nie wiecie, ile ciepłych myśli Wam w tym momencie posyłam za to, że znaleźliście się tam wtedy na mojej drodze. :-)

Otrząsnęłam się szybko, wsiadłam do auta, mniej więcej pozbierałam z podłogi to, co na nią pospadało, włączyłam radio i ostrożnie ruszyłam dalej. Na szczęście przy skansenie czekał na mnie ktoś, kto znacznie lepiej niż ja wiedział, gdzie należy zerknąć, żeby sprawdzić stopień uszkodzeń. I na szczęście - nic nie znalazł. :)

A ja wróciłam do domu ciut przestraszona, nasycona skansenowymi widokami i przekonana, że w ludziach drzemie sporo życzliwości. Na co dzień rzadko o niej mówimy, ale zimą warto rozgrzać swoje myśli tym, że gdzieś na drodze można trafić nie tylko na pacana. :)



❄ ❄ ❄



@guzzi:

Pierwszy śnieg, wyjazd na narty, ekstremalne warunki na drogach, chęć sprawdzenia opon zimowych które właśnie kupiliśmy, poranne odśnieżanie skutego lodem i ociekającego solą samochodu, do którego wnosimy na butach tony śniegu, ciągle parujące szyby... to wszystko sprawia, że albo kochamy tą porę roku i nie możemy się jej doczekać kiedy nastąpi albo wręcz ją nienawidzimy. Lecz dzięki zimie zdarzają się sytuacje, które zapadają nam głęboko w pamięć i pozwalają nabrać szacunku do tej części kalendarza.

Pamiętam jako dziecko, siedząc na tylnej kanapie Syreny 105L wraz z dwójką mojego rodzeństwa, obserwowaliśmy skupioną, milczącą twarz mojego ojca i strach mamy próbujących wypatrzeć drogę, którą właśnie zasypało. Jakie było zdziwienie chłopa z pobliskiej wioski, gdzie spędziliśmy noc, gdy wyciągał nas następnego dnia koniem z łąki oddalonej od asfaltowej drogi o dobre 100 m.

Pamiętam, jazdę zimą moim pierwszym samochodem Fiatem 125p wyposażonym w radialne *kartoflanki* i ... dwie płyty betonowe w bagażniku, dzięki którym polepszało się warunki trakcyjne aby podjechał pod górkę.

Pamiętam zakup moich pierwszych zimówek do Mercedesa 123 (za kosmiczne pieniądze) i minę sąsiada, który do dzisiaj wspomina przejażdżkę na moich nowych *gumach*.

Pamiętam zamarznięty olej napędowy w Citroenie C5, w drodze z Gdyni do Kielc przy -18 i kilogramy parafiny wydobytej z filtra przez mechanika - Pawła, z której można byłoby ulepić kilka świeczek.

Pamiętam zimowe łańcuchy tekstylne renomowanej firmy, z którymi, zachwycony ich właściwościami, pożegnałem się z radością w rowie pomiędzy Koścerzyną a Wieżycą... I wiele innych wspomnień, o których dzięki właśnie zimie mogę powspominać.



❄ ❄ ❄




II. miejsce: bezrękawnik 4F


@Paweł O.:

2018 rok, 24 grudnia. Jest wcześnie rano. Z głębi pokoju słyszę cichutki głos. Tato, tato. Wstawaj. Jest Wigilia, a w nocy przyszedł Mikołaj. Chyba wszedł kominem. Dosłownie jak w bajce. W głosie małej córeczki słyszę ekscytację tak wielką, jakby mogła zawojować cały świat. Po chwili słyszę jak jej stópki uderzają delikatnie o każdy stopień schodów. Niechętnie wstajemy. Schodzimy na dół. Tosia już czeka. Siedzi na kanapie i wpatruje się w pięknie ustrojone drzewko. My z żoną nie podzielamy tej dziecięcej ekscytacji. Jesteśmy dorośli i wiemy, że Świętego Mikołaja nie ma. Perspektywa za oknem jest jeszcze gorsza. Sypie śnieg. Jest siarczysty mróz. Nie może być dobrze. Ale stop. Przecież ja lubię zimę. Jak to Święta bez śniegu? Kubek gorącej kawy przygotowanej przez żonę musi pobudzić mnie do życia. Siadamy przy kominku. Ogień trzaska i rozgrzewa atmosferę. Tosia w podskokach przynosi kolejne paczki. W jej oczach widać dziecięcą radość. A co dla mnie? Koszula, sweter czy może kolejny krawat? Przy odrobinie szczęścia może dostanę nowy wosk do pielęgnacji nie najmłodszej już Alfa Romeo 159. Po dłuższej chwili Tosia ostatnie małe pudełeczko. To dla mnie. Otwieram, a tam kluczyk. Pendrive. Kolejny. Fajnie, że chociaż mojej ulubionej marki. Nie, to nie to. Pośpiesznie ubieram się, wychodzę. Odgarniam przejście do garażu. Otwieram. Nie wierzę. Przecieram oczy ze zdumienia. Obok mojej niegdyś wymarzonej i wyczekiwanej na Święta Alfa Romeo 159 stoi Stelvio. To nie jest zwykła Alfa. To jej najmocniejsza odmiana. Pierwszy SUV marki. Napęd na cztery koła. A co w środku? Bilety na pobyt w prawdziwych Alpach. Na już. To się nazywa Wigilia.

Biegnę po żonę. Pośpiesznie się pakujemy. Moja mała córeczka nie rozumie co się dzieje. Ma dopiero dwa lata. Ja teraz czuje się też jakbym miał 2 lata. Pierwsza trasa, pierwszy śnieg i auto. Pakowanie trwało wieczność. A tak naprawdę to raptem kilkanaście minut. Ruszamy. 510 KM robi wrażenie. Tego nie da się opisać. Auto sunie po śniegu jak przyklejone. To napęd na 4 koła. Śnieg sypie, zbliżamy się do celu. Jest coraz bardziej stromo. Mijamy coraz większe śnieżne wydmy. Kilometr za kilometrem wolniej. Ostrożniej. W górach nie ma żartów. Strach, radość i ekscytacja mieszają się ze sobą. Pomimo optymalnej temperatury w środku auta czuję jak po moim moim czole spływa pot. To chyba jednak stres. Na poboczu mijamy kolejne samochody. Nie dały rady. Koleiny są coraz większe. Śniegu też przybywa. W oddali widać już hotel. To musi się udać. Dojeżdżamy.

To był najbardziej szalony dzień w moim życiu. Nowe auto, śnieżna podróż i tak wymarzone święta we włoskim kurorcie. Taką zimę chcę zawsze. Mam wszystko o czym marzyłem. Zdrowie, rodzinę, piękne święta i wymarzony prezent. To się nazywa szczęście.

Bi-Bi-Bi. A co to? Budzik. Otwieram oczy. Gdzie ja jestem? Rozglądam się. Patrze. Dobrze znane ściany naszego mieszkania. Biegnę do okna. Stoi mają Alfa. Ale to 159. Pełno śniegu. Uruchamiam telefon, patrze w kalendarz. Zgadza się. Jest 24 grudnia, ale 2016 roku. To był tylko sen. Piękny sen. Teraz po świętach czeka mnie ciężka praca. Praca, która pozwoli by ten piękny sen chociaż w części spełnił się w tym 2018 roku. W końcu Wigilia to czas, gdy spełniają się marzenia.



❄ ❄ ❄



@Kamil G.:

Z uwagi na to, iż jestem posiadaczem przepięknej Miaty z 1991 roku, to zima kojarzy mi się przede wszystkim z mnóstwem funu z jazdy gdy spadnie śnieg i nie jest jeszcze splamiony przez mieszankę soli i piasku która jest mordercza, szczególnie dla progów. Zima to również idealny czas na doskonalenie umiejętności za kierownicą, Mx-5 nie wybacza wtedy błędów ale przy tym dostarcza tak dużo frajdy, że po prostu nie da się tego opisać. Po prostu trzeba się przejechać :)

Zimowy Konkur Shell Helix MX-5

Zimowy Konkur Shell Helix MX-5 miata



❄ ❄ ❄



@Adam L.:

Zimowy Konkurs Shell Helix Maluch w zimie

Zimę kocham, uwielbiam dzięki pojazdowi z powyższego zdjęcia. Fiata 126p dostaliśmy od rodziców w momencie kupna przez nich używanego Fiata Punto I. Rok 2000, czyli miałem 8 lat, na początku uczyłem się jeździć tylko na pierwszym biegu i na worku po ziemniakach wypchanych sianem żeby widzieć cokolwiek oprócz zegarów. Na początku z tatą (pilot) i kategorycznym zakazem używania 3 biegu, czasami wskakiwałem na dwójkę. Fiat przeszedł szereg modyfikacji, białe koła, żółte pasy, ognie, jedna wycieraczka, tłumik przelotowy, odłączone tylne hamulce ze względu, że się wiecznie zapiekały. Totalny brak ręcznego.

Słychać tłumik, mało brakuje a strzelałyby z niego marchewy. Widać ślady sporadycznie kontrolowanych poślizgów. Maluch był wyposażony tylko w letnie opony, czasami w łańcuchy na tylną oś. Podsterowność i nadsterowność była dla nas codziennością. Zaliczyliśmy niezliczoną ilość obrotów 180 stopni, niekontrolowanych poślizgów, wpadek na miedzę i płoty.

Niestety jego przepiękny imidż zmienił się wraz z nadchodzącym latem. Akcja niczym z GTA, w warsztacie tata&syn w niecałe dwie godzinki powstał 126p ver.3.0:

Zimowy Konkurs Shell Helix Maluch GTA

Dzięki niemu nauczyłem się zachowywać zimną krew w sytuacjach stresowych, skręcać w prawo jak samochód ucieka w lewo. Aktualnie poruszam się E36, jak komuś powiem, że nie mam kontroli trakcji łapie się za głowę. Ja nauczyłem się wyczuwać prawie każdy poślizg mojego auta. Ciągle jestem ostrożny w trakcie poruszania się zimą, jednak auto stało się dla mnie przewidywalne i zawsze jest pod pełną kontrolą. Aktualnie zimę zza kierownicy widzę tak:

Zimowy Konkurs Shell Helix zegary E36



❄ ❄ ❄




III. miejsce: czapka Ferrari


@Adii:

Zima... z moim pierwszym samochodem. Staruteńka Skoda Favorit. Mordercze 1.3 pod maską, po remoncie silnika wykonanym własnymi łapskami. Po remoncie, którego miało nie być, ale serducho miało bić dalej. Lekkiej budzie wiele nie trzeba było, więc silnik ciągnął jak wściekły, szczególnie, że był (właściwie to nadal jest) zdrowy.

Buda, której wnętrze straszyło niegdyś gołą blachą nad obiciem drzwi, zimnymi plastikami, kompletnie analogową elektryką. Obrotomierzem, który chętnie wkręcał się do ponad 7 tysięcy. Z ręcznym, który na czas zimy tracił zapadkę. Ze sprzęgłem, które wytrzymało moje wygłupy. Hamulcami, które chętnie łapały strzał lewej stopy w zakręcie. Dacie wiary? Stara nudna Skoda. Bokiem. Napęd nie z tej strony chciałoby się rzec.

Uwielbiałem, gdy wsiadałem w zmarznięte wnętrze. Gdy drzwi z lekkim zgrzytem się otwierały. Gdy przekręciłem kluczyk, zawsze miałem świadomość, że to dzięki mnie silnik wkręca się na obroty. Że moimi łapskami dokręcałem skrzynię i półosie. I jakoś z perspektywy czasu ten ziąb kierownicy i gałki zmiany biegów był... przyjemny. I że w sumie całkiem fajnie mieć drogę przez las do pracy. Taką nieodśnieżaną.

Dzisiaj mam abs, kontrolę trakcji i z milion poduszek. I silnik ze dwa razy mocniejszy, ale wiecie co? Tęsknię za tą czechosłowacką suką bez wspomagań i zabezpieczeń, którą nieraz przestrzeliłem zakręt, którą wykręciłem niepobity do dziś czas przez las, która zawsze dowiozła mnie do celu. Ah, zima. Chyba kupię sobie kiedyś taką na zimę. Żadne auto nie nauczyło mnie takiej pokory, jak Skoda.



❄ ❄ ❄



@Urwis:

Z czym kojarzy mi się zima za kierownicą ? Przede wszystkim z ogromną ilością zabawy! Kiedyś jako dzieciak całe dnie spędzało się na sankach po cichutku licząc ,że jednak lekcje zostaną odwołane. Potem przyszła era fascynacji kuligami za samochodem i ślizganiem poczciwą Mz-etką. Prawo jazdy i zrywane linki od ręcznego w samochodzie rodziców. Pierwsze próby nauki wychodzenia z poślizgu i składanie ręcznego na pamięć, żeby nikt nie wiedział że to ja popsułem ;) Pierwsze zaliczone pobocze. W końcu przyszła pora na własny samochód. Kupiony przypadkiem tylnio-napędowiec. Pierwsza zima strach jak cholera, bo przecież RWD, a one same się rozbijają ;) Pierwsze zebrane zakręty, pierwszy dreszczyk o to czy zmieszczę się obok tego drzewa czy jednak obwinę się na latarni. Pierwszy banan na gębie bo jednak nie obróciło. Obmyślanie planów gdzie tu polatać, a także z kim ? ;)

Oprócz zabawy dostałem masę bezcennego doświadczenia. Zima nie wybacza błędów, pokazuje kto jest kierowcą a kto ma tylko prawo jazdy. Człowiek nabiera większego dystansu do swoich umiejętności i możliwości auta. Uczy się płynnej jazdy, bo każdy gwałtowny ruch może skończyć się źle. Dopiero po pierwszej zimie w moim starym BMW dowiedziałem się ,że jednak nic nie umiem ;) Dlatego dziwię się każdemu kto nie bawi się swoim samochodem ;) Jakiego nie miał by napędu i ile systemów nie posiada jego auto. Kończąc mój wywód dodam tylko ,że bardzo żałuję że zima staje się u nas tak egzotycznym zjawiskiem ;)



❄ ❄ ❄



@Tomasz H.:

Pada śnieg, pada śnieg, chrzęści pod kołami
Wracamy do siebie, pożegnani z teściami
Wycieraczki mielą, lecą jak szalone
Kątem oka zerkam na bledziutką żonę
Drogi już nie widać, nie widać pobocza
Chce się zatrzymywać, żona ma urocza.
Uwielbiam jazdę w śniegu, kocham poślizgi
A jej głosu brak, więc mówi na migi
Wyprzedziłem już czterech, piąty tuż przed nami
Miga mi po oczach przeciwmgłówkami
Dwójka, rura, wyłączyć durne ESR
Podejrzanie blisko minąłem jakiś świerk

Biała ściana śniegu, biała droga cała
Gdzieś tam w radiu sobie kolęda brzęczała
Cicho mruczy silnik, dziecko chrapie jedno
Nie widzę, gdzie jadę, w nawigacji ciemno

Jeszcze gdzieś trzy stówki, w tym jedna po górach
Nudno musi się jeździć po płaskich Mazurach
Kocham zimę w górach, kocham drogę w śniegu
Szkoda, że nie mogę użyć gdzieś szóstego biegu!



❄ ❄ ❄


Gratuluję! Proszę o kontakt e-mailowy (spalacz@spalaczbenzyny.pl) autorów zwycięskich zgłoszeń w ciągu kilku najbliższych dni.


❄ ❄ ❄

Komentarze (28) skocz na koniec

Bartek, 2016-12-21, 21:31
Jeszcze do niedawna zima kojarzyła mi się z zaparowanymi szybami i ślizganiem się po parkingu moim przednionapędowym klekotem na ręcznym bo nie umiem w lewa noga.
Parę dni temu wymieniłem filtr kabinowy i teraz kojarzy mi się tylko z tym drugim.
Łukasz, 2016-12-21, 22:10
Zima zza kierownicy zawsze kojarzy mi się gorszymi warunkami na drodze, z przygotowywaniem samochodu, ze zmianą kół na zimowe, z odśnieżaniem auta, z godzinami spędzonymi w nocy na parkingu z kolegami i lataniu na ręcznym :) jak również z wieloma problemami jakich zima dostarcza kierowcom. Ale lubię o zimę, szkoda że co roku jest mniej śniegu.
Elżbieta, 2016-12-21, 22:13
Zima to dla mnie i dla mojego samochodu wyzwanie, musimy współpracować :) jak górka pod domem rano przypomina lodowisko. Nie wiem jaki mam napęd w samochodzie, ale daje radę :) Lubię jeździć zimą po śniegu , lubię ten specyficzny odgłos opon jadących po śniegu , lubię jechać w cieplutkim samochodzie jak na zewnątrz mróz i śnieg :) Lubię zimę bo zimą nie jeżdżą rowerzyści :) i mniej na drodze kiepskich kierowców (bo jadą autobusem) i (czym pewnie sobie trochę *nagrabię*) nie ma motorów :) Nikt mnie nie wyprzedza prawą stroną i nie zjeżdża z chodnika wprost pod moje koła :) Zima w samochodzie jest całkiem ładna :)
Dudi, 2016-12-21, 23:34
Śnieg pod kołami kojarzy mi się z wielkim wow, bo gdy byłem dziesięcioletnim chłopcem tata pokazał mi do czego służy ręczny w samochodzie
xof, 2016-12-22, 00:07
Zimą za kółkiem można sobie przypomnieć, że polska przyroda jest piękna, że można zachować duży odstęp w kolumnie samochodów jadąc wolniej niż przepisowa i nikt nie wyprzedza, muzyka Vangelisa jest wisienką na torcie.

https://youtu.be/3pzFPxz83xo
marcel, 2016-12-22, 07:36
Na hasło *zima* zawsze będzie mi się przypominać ta właśnie pora z roku 1998 - czyli moja pierwsza zima jako kierowcy. i jak tylko spadł pierwszy śnieg pojechałem powygłupiać się moją tylnonapędówką na pobliskim placyku - żadne tam haratanie golfa na ręcznym.
efekty tej zabawy były dwa - pierwszy to wydmuchana uszczelka, bywa... na szczęście drugi był bardziej pozytywny - po postawieniu fury na koła zaraz po wyjechaniu z warsztatu wiedziałem co zrobić rękoma i nogami żeby wyratować się z poślizgu i nie zmniejszyć ilości ulicznych latarni.
Jowita, 2016-12-22, 10:48
Jestem właścicielką malutkiego forda ka, uwielbiam nim śmigać po mieście i okolicy. Jednakże, gdy tylko spadnie śnieg, a na ulicy jest tak zwana *szklanka* to strach puka do moich drzwi. Za kierownicą latem czuję się jak ryba w wodzie. Niestety zimą nie jest tak łatwo. Droga hamowania jest dłuższa, a ja nie mam dobrego refleksu. Zima za kołami kojarzy mi się ze strachem i dreszczykiem emocji. Inna bajka, gdy jeżdżę jako pasażerka, wtedy wszystko wydaje się takie łatwe i takie piękne. Wtedy dopiero doceniam, że siedzę w cieplutkim samochodzie, a nie jak inni idę w mróz na pieszo. Widzę piękne widoki za oknem. Jednak, gdy jestem kierowca mam klapki n aoczach widzę tylko drogę i chce jak najbezpieczniej dotrzeć do celu.
Joseph, 2016-12-22, 23:21
Heh, ale fajny temat - zima :-)

Ja mam w tym temacie dwa skojarzenia...
W latach *90 XX wieku (niesamowite, jak to brzmi :P), kiedy zrobiłem prawko i miałem wymarzonego *malucha*, w pierwszą zimę uczyłem się driftu (wtedy jeszcze się to chyba tak nie nazywało). Niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem był taki duży, asfaltowy parking nad jeziorem. O tej porze roku z reguły pusty, więc jeździliśmy z kolegami poszaleć - oj to była jazda ;) Dziś jak sobie pomyślę, co myśmy tam wyprawiali to włosy dęba stają... ufff... No ale cóż, siano na głowie, w głowie praktycznie to samo, do tego tylnonapędowy maluch i przynajmniej było wesoło - to se ne wrati.

A druga taka sytuacja to jak z komedii...
Kilka lat później, miałem fajną Fiestę 1.1i (ktoś jeszcze pamięta ten silnik?). Wracałem kiedyś z pracy do domu, pełno śniegu na drodze (droga wojewódzka, ale kto tam kiedyś piaskarkę widział w realu). Między dwiema wioskami gdzie przejeżdżałem, było skrzyżowanie, tak w szczerym polu, skręcałem zawsze na nim w prawo, gdzie droga była trochę z górki. Dojeżdżając do skrzyżowania dosyć wcześnie zacząłem hamować i wszystko było by ok, gdyby nie to, że tuż przed skrętem wjechałem na jakiś wybój i w tym momencie zablokowało mi koła (o ABSie to czytałem w gazetach). Efekt taki: zdążyłem skręcić trochę kołami, auto zmieniło kierunek, ale ja praktycznie *na sankach* jechałem na ukos tego skrzyżowania, a za nim metrowy rów; zatrzymałem się tylnymi kołami na drodze, ale przednie już wisiały w powietrzu. Odetchnąłem z ulgą - auto całe, do rowu nie wpadłem, jakoś dam radę wypchnąć... nagle śnieg pod autem się załamał i jak waga, przechyliło się na przednia koła zostawiając tylne w powietrzu ;-/ Samemu nie do wypchnięcia!
Miałem szczęście, kilka minut później jechał ktoś tą drogą, zaczepiliśmy linkę i wytargaliśmy auto z zaspy. Nic się nie stało ani mnie, ani autku, ale śmieję się z tego do dziś, najpierw wielka ulga bo się zatrzymałem, a potem małe *dup* i przód w śniegu. W filmach zawsze na przodzie siada jakiś ptak czy coś w tym rodzaju i potem auto dopiero spada, ale u mnie nawet wróbla na tej masce nie było :-)
Mimi, 2016-12-23, 21:09
E-mail: martynamimi@wp.pl

Motoryzacyjne przygody zimowe? Do głowy przychodzi mi od razu moja nauka jazdy samochodem kilka lat temu. Egzamin miałam właśnie zimą. Moim problemem było ruszanie z górki. Któregoś razu trenowałam z ojcem na dosyć stromym wzniesieniu. Niestety moje umiejętności były na tyle słabe, że zjechałam do tyłu i tylko dzięki zimnej krwi mojego ojca nie przywaliliśmy w drzewo. Ale jednej staruszce napędziliśmy stracha. :D
Piotrek, 2016-12-26, 19:45
Jako kierowcy o stażu mniejszym niż miesiąc, zima kojarzy mi się szczególnie ze stresem spowodowanym nieznanymi mi warunkami na drodze! Chociaż jak na razie czuję głównie zniecierpliwienie z powodu braku zimówek do swojego Opla Corsy, a w Lublinie jak na złość wciąż ślisko! Z zimą kojarzą mi się również świąteczne piosenki w samochodzie siostry, odśnieżanie samochodu taty, skrobanie szyb i ciągły stres, czy diesel także odpali, czy trzeba będzie prosić tatę o samochód :D
Magdalena, 2016-12-27, 10:11
Pamiętam czasu gdy poznałam swojego męża a on swoim autem w zimie popisał się raniąc *bączki* . Teraz gdy ani zimy ani mrozu nie ma możemy poszczycić się tym że nie katujemy autkA :) nasza *renia* zawitała u nas na święta Bożego Narodzenia i juz byliśmy nią w dłuższej trasie i spisuje się wzorcowo!
Cecylia, 2016-12-28, 07:07
Zima do tej pory kojarzyla mi sie z porannym bieganiem po parkingu przed blokiem z lopatka do odmrazania szyb w tempie jak najszybszym bo jak to bywa kilka minut wiecej snu i stanie w Korku Gotowe a co za tym idzie szef z piana w ustach ze jestem na styk w pracy ! Aa w tym roku udalo nam sie wykupic miejsce w parkingu podziemnym i precz z odmrazaniem szyb i bieganiem kolo auta jak wsciekly piesek. Zreszta dzwiek porannego turkotu mojego Ropniaka bezcenny ! Love
wojtas, 2016-12-29, 12:14
Z czym kojarzy mi się zima zza kierownicy?
Z zimą 2015/16 gdy to wybrałem się w polskie góry z 10 letnimi oponami bez bieżnika. Każda najmniejsza górka była nie lada wyzwaniem, gdy tylko spadł śnieg.
Kojarzy mi się także z niepotrzebną biegu przed podjazdem, i wyjazdem pod bardzo długą górkę. Mimo że nie były ona aż tak bardzo stroma, to duże ilości śniegu i miejscami trochę lodu w połączeniu z fatalnymi oponami spowodowały, że ledwo wczołgałem się na szczyt, na każdym zakręcie jechałem prosto :D.
A i tak najlepsze były miny górali którzy wyprzedzali mnie z gazem w podłodze :D
Dominik, 2016-12-29, 12:25
Historia sprzed 2-3 lat.

Spadł śnieg. wiadomo jazda na placyk o 22 a tam już parę autek lata.
Pare minut po mnie przyjeżdża srebrna Fabia, w środku 4rka młodych na oko 20latkow. Wjeżdżają parę pierwszych jazd na ręcznym - nic spektakularnego, ale ok uczą się. Kierowca zamienia się z kolegą i zdaje się chce pokazać jak to powinno wyglądać. Bierze większy rozpęd, ale źle wymierza - po zrobieniu 360* wali przodem w murek. zderzak odpada, drzwi się otwierają wyskakuje 1 z młodych, patrzy na małą katastrofę i krzyczy do kierowcy - OJCIEC NAS ZABIJE!!!!! po czym próbuje wepchnąć zderzak na miejsce, koledzy pomagają.
Chwile później Fabia odtacza się w dal...
Krzysztof Sarnacki, 2016-12-29, 13:07
Nadszedł ten czas, robi się zimno, zaczyna padać śnieg, mróz ścina wszystkie kałuże. To właśnie wtedy każdy fan motoryzacji śni nie tylko o pięknym śniegu ale również o pięknym placu lub torze na którym może się poślizgać. Tak żeby lecieć pełnymi bokami.....Oczywiście mając benzynę w krwi musi temu towarzyszyć wściekły ryk silnika, nie byle jakiego - co najmniej v8. Piękny gulgot kiedy wchodzi na obroty, żeby ryczeć pełną parą składając samochód do kolejnego zakrętu, podcinając ręcznym....odpuszczasz gaz, silnik parska jeszcze tylko lekka kontra i znów gaz w podłogę i z uślizgiem wychodzisz z zakrętu szukając celując już w kolejny.....Piękne marzenie, nie jeden mój sen (w którym nie zawsze kończę na śnieżnej bandzie)... do tego auto o niebanalnym kształcie... ale zaraz, a gdyby to wszystko wyżej opisane, zimowa sceneria, mega przyśpieszenia, piękne auto i ciągłe poślizgi powodujące poważne przeciążenia odbywały się w całkowitej ciszy? Że jak? Miało być marzenie fana motoryzacji, a nie koszmar... bo może jeszcze klekot diesla by jakoś przeszedł przy takich harcach na drodze ale cisza?
Tak, tak to może się udać, warunek jeden i konieczny to bezgłośne auto, piekielnie szybkie auto.... TESLA Model S 85 gdzie prawie 400 km jest przenoszone na tylą oś (wiem jest szybsza wersja 85D albo nawet P85D ale wtedy jest AWD). Tak, tak to jest moje marzenie do Mikołaja, na święta, szalone eko auto, które wygląda zabójczo jest piekielnie szybkie i...bezgłośne co jeszcze potęguje wrażenia...bo rok 2016 będzie pod znakiem nowych/ dopracowanych technologi w naszych samochodach i chwilowo Tesla w tym przoduje
Adii, 2016-12-29, 18:29
Zima... z moim pierwszym samochodem.
Staruteńka Skoda Favorit. Mordercze 1.3 pod maską, po remoncie silnika wykonanym własnymi łapskami. Po remoncie, którego miało nie być, ale serducho miało bić dalej. Lekkiej budzie wiele nie trzeba było, więc silnik ciągnął jak wściekły, szczególnie, że był (właściwie to nadal jest) zdrowy.
Buda, której wnętrze straszyło niegdyś gołą blachą nad obiciem drzwi, zimnymi plastikami, kompletnie analogową elektryką. Obrotomierzem, który chętnie wkręcał się do ponad 7 tysięcy. Z ręcznym, który na czas zimy tracił zapadkę. Ze sprzęgłem, które wytrzymało moje wygłupy. Hamulcami, które chętnie łapały strzał lewej stopy w zakręcie. Dacie wiary? Stara nudna Skoda. Bokiem. Napęd nie z tej strony chciałoby się rzec.
Uwielbiałem, gdy wsiadałem w zmarznięte wnętrze. Gdy drzwi z lekkim zgrzytem się otwierały. Gdy przekręciłem kluczyk, zawsze miałem świadomość, że to dzięki mnie silnik wkręca się na obroty. Że moimi łapskami dokręcałem skrzynię i półosie. I jakoś z perspektywy czasu ten ziąb kierownicy i gałki zmiany biegów był... przyjemny.
I  że w sumie całkiem fajnie mieć drogę przez las do pracy. Taką nieodśnieżaną.
Dzisiaj mam abs, kontrolę trakcji i z milion poduszek. I silnik ze dwa razy mocniejszy, ale wiecie co?
Tęsknię za tą czechosłowacką suką bez wspomagań i zabezpieczeń, którą nieraz przestrzeliłem zakręt, którą wykręciłem niepobity do dziś czas przez las, która zawsze dowiozła mnie do celu. Ah, zima. Chyba kupię sobie kiedyś taką na zimę. Żadne auto nie nauczyło mnie takiej pokory, jak Skoda.
Wojtek, 2016-12-29, 19:55
Zima i moje auto? To idealne połączenie - uwielbiam jeździć nocą bez celu, przy ulubionej muzyce, gdy mam ciepło w aucie a za szybą leci spora ilość płatków śniegu. Czego chcieć więcej? Chciałbym więcej zimy w polskiej zimie. :)
Kto nie lubi jeździć po białych drogach jeszcze nie przysypanych tonami piachu i soli? Zima to coś pięknego !!
radosuaf, 2017-01-02, 13:21
Mnie się kojarzy ze stresem związanym z żywotnością akumulatora oraz odśnieżaniem i skrobaniem, a także terkotaniem zimowych opon na asfalcie (na szczęście w miarę szybko da się przyzwyczaić). Ogólnie to, nie da się ukryć, źle.
Na 19 zim, które przeżyłem jako kierowca, to dobrze się bawiłem łącznie przez kilka godzin - raz na śnieżnym TPTD i innej zimy ze 3 minuty, jak wyprzedzałem wypasione BMW w drodze na narty Peżotem kombi na górskiej serpentynie :).
Piotrek, 2017-01-02, 14:59
Zima najbardziej kojarzy mi się z zakupem mojego pierwszego samochodu - to był Fiat 125p.
Nocne powroty od dziewczyny gdy na osiedlu było całkowicie pusto, a ręczny aż prosił - *wybierz mnie*.
Takich wspomnień nie da się wymazać z pamięci + napędu na tył :)
Kasia, 2017-01-03, 14:21
Zima zima zima pada pada śnieg
Nasze audi bokiem lata
Cieszy się synuś i tata.....

A ja mniej. Bo przeguby trzeszczą na zakrętach a z portfela to wyleci ale kilka stówek 😉
Tak na poważnie kocham patrzeć na uśmiechnięte miny moich mężczyzn jak nosi ich bokiem po lotnisku. I chyba to nie synek a tatuś ma z tego większą frajdę ☺
I uwielbiam jeszcze jedno. Jak wszystkie samochody kopią się w śniegu a nasze quattro idzie jak szalone. Przynajmniej nie trzeba odśnieżać 😃
magi18, 2017-01-04, 07:50
Samochód + zima to połączenie niebezpieczne, bowiem jest okropnie stresujące. Te natrętne myśli, które pojawić się muszą: *czy samochód odpali? Czy na drodze nie jest zbyt ślisko?* Ta ciągła, podwójna ostrożność.
Śnieg, który sypie... śnieg z deszczem, który sypie... I w tym wszystkim ja: największy lękasz na świecie.


e-mail: magda-17_17@o2.pl
Dawid, 2017-01-05, 09:54
Zima to magiczny okres czasu, w którym wstając o poranku zastanawiam się ile mam czasu poświęcić na skrobanie szyb, czy się z tego powodu spóźnię do roboty, a wcześniej poranna modlitwa do najświętszego silnika o to aby mój 1.9 tdi KLE KLE odpalił. Następnie pozostaje kwestia JĘZYKA ŁACIŃSKIEGO, na cholerne zimno w aucie, no i to czy dziś zaliczę dzwona czy nie. Mimo tych problemów zima to najciekawszy okres, niezapomniane zaciąganie ręcznego ( zabawa z nauka, ponieważ dzięki temu łatwiej wyjść z niekontrolowanego poślizgu), docenianie ciepła w garażu jak się w piecu napali :) i picowanie auta na wiosnę

mail: Deekline@wp.pl
guzzi, 2017-01-06, 22:32
Pierwszy śnieg, wyjazd na narty, ekstremalne warunki na drogach, chęć sprawdzenia opon zimowych które właśnie kupiliśmy, poranne odśnieżanie skutego lodem i ociekającego solą samochodu, do którego wnosimy na butach tony śniegu, ciągle parujące szyby... to wszystko sprawia, że albo kochamy tą porę roku i nie możemy się jej doczekać kiedy nastąpi albo wręcz ją nienawidzimy. Lecz dzięki zimie zdarzają się sytuacje, które zapadają nam głęboko w pamięć i pozwalają nabrać szacunku do tej części kalendarza.
Pamiętam jako dziecko, siedząc na tylnej kanapie Syreny 105L wraz z dwójką mojego rodzeństwa, obserwaliśmy skupioną, milczącą twarz mojego ojca i strach mamy próbujących wypatrzeć drogę, którą właśnie zasypało. Jakie było zdziwienie chłopa z pobliskiej wioski, gdzię spędziliśmy noc, gdy wyciągał nas następnego dnia koniem z łąki oddalonej od asfaltowej drogi o dobre 100 m.
Pamiętam, jazdę zimą moim pierwszym samochodem Fiatem 125p wyposażonym w radialne *kartoflanki* i ... dwie płyty betonowe w bagażniku, dzięki którym polepszało się warunki trakcyjne aby podjechał pod górkę.
Pamiętam zakup moich pierwszych zimówek do Mercedesa 123 (za kosmiczne pieniądze) i minę sąsiada, który do dzisiaj wspomina przejażdżkę na moich nowych *gumach*.
Pamiętam zamarznięty olej napędowy w Citroenie C5, w drodze z Gdyni do Kielc przy -18 i kilogramy parafiny wydobytej z filtra przez mechanika - Pawła, z której można byłoby ulepić kilka świeczek.
Pamiętam zimowe łańcuchy tekstylne renomowanej firmy, z którymi, zachwycony ich właściwościami, pożegnałem się z radością w rowie pomiędzy Koścerzyną a Wieżycą... I wiele innych wspomnień, o których dzięki właśnie zimie mogę powspominać.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla *spalacza* i współczytelników bloga.
Urwis, 2017-01-06, 23:55
Z czym kojarzy mi się zima za kierownicą ? Przede wszystkim z ogromną ilością zabawy ! Kiedyś jako dzieciak całe dnie spędzało się na sankach po cichutku licząc ,że jednak lekcje zostaną odwołane. Potem przyszła era fascynacji kuligami za samochodem i ślizganiem poczciwą Mz-etką. Prawo jazdy i zrywane linki od ręcznego w samochodzie rodziców. Pierwsze próby nauki wychodzenia z poślizgu i składanie ręcznego na pamięć, żeby nikt nie wiedział że to ja popsułem ;) Pierwsze zaliczone pobocze. W końcu przyszła pora na własny samochód. Kupiony przypadkiem tylnio-napędowiec. Pierwsza zima strach jak cholera, bo przecież rwd ,a one same się rozbijają ;) Pierwsze zebrane zakręty, pierwszy dreszczyk o to czy zmieszczę się obok tego drzewa czy jednak obwinę się na latarni. Pierwszy banan na gębie bo jednak nie obróciło. Obmyślanie planów gdzie tu polatać, a także z kim ? ;) Oprócz zabawy dostałem masę bezcennego doświadczenia. Zima nie wybacza błędów, pokazuje kto jest kierowcą a kto ma tylko prawo jazdy. Człowiek nabiera większego dystansu do swoich umiejętności i możliwości auta. Uczy się płynnej jazdy, bo każdy gwałtowny ruch może skończyć się źle. Dopiero po pierwszej zimie w moim starym Bmw dowiedziałem się ,że jednak nic nie umiem ;) Dlatego dziwię się każdemu kto nie bawi się swoim samochodem ;) Jakiego nie miał by napędu i ile systemów nie posiada jego auto. Kończąc mój wywód dodam tylko ,że bardzo żałuję że zima staje się u nas tak egzotycznym zjawiskiem ;)
email: rascalcustom@gmail.com
Łukasz, 2017-01-07, 16:05
Zima, kojarzyła mi się zawsze z świętami śniegiem, zimnem jakimś nastrojem świątecznym..
Teraz gdy już mam te 24 lata, magia świąt zniknęła, a zima kojarzy mi się z opóźnieniem drogowców - oczywiście na plus bo dzięki temu można pokonywać zakręty boczkiem bez męczenia silnika.
Kojarzy mi się ze skrobaniem szyb - dzięki czemu mogę bliżej pobyć z moim autkiem, a także z krótką modlitwą czy odpali - bo to diesel. Na szczęście nie było jeszcze łaciny podwórkowej.
Kojarzy mi się z piękną scenerią do zdjęć auta, z podniesionym zawieszeniem i małymi śmiesznymi kółeczkami :))
Pozdrawiam :)
Rzepa160@wp.pl
Nulek, 2017-01-07, 19:37
Co mi się kojarzy z zimą i samochodem? Cóż, najbardziej to... poślizgi. ;) Zaliczyłam ich niemało, zawsze jakoś jednak z nich wychodziłam, więc do łańcucha skojarzeń dołącza zwykle także ulga. ;) I jeszcze jedno, najsilniejsze skojarzenie - ludzka życzliwość na drodze. Tak, tak, tutaj, w Polsce. :)

O jednym przykładzie na potwierdzenie mojego skojarzenia mogę Wam opowiedzieć. Mieszkałam wtedy w Krakowie i zachciało mi się wycieczki do Tokarni, do skansenu, który tyle razy mijałam w drodze z lub do Warszawy, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, by się zatrzymać i zajrzeć do środka. Wyprawa została zaplanowana na pewną niedzielę, ba, znalazł się nawet przewodnik. Nawet padający śnieg, który w ten weekend najwyraźniej postanowił nadrobić zaległości z całej tej wyjątkowo ciepłej zimy, nie zdołał mnie powstrzymać przed 100-kilometrową wycieczką. Przypuszczam zresztą, że już niebawem w słownikach hasło *ośli upór* zostanie zastąpione *Nulkowym uporem*...

Ruszyłam zatem, kalkulując, że trzeba będzie jechać powoli ze względu na złośliwość aury. I całe szczęście, że wykalkulowałam sobie tę ostrożność, bo bardzo mi się w okolicach Chęcin przydała.

Kilka kilometrów przed Tokarnią jest taki zakręt przy stacji benzynowej. Niby nic. Bagatelka. Na wszelki wypadek jednak, widząc nawiany na drogę śnieg, a raczej - śniegopodobną breję, zwolniłam do mniej więcej 30 km/h. Tyle przynajmniej zdążyłam zobaczyć na liczniku, gdy już wyjeżdżałam zza zakrętu. Następny widok to już jakiś cwaniaczek w czarnym, kanciastym nieco aucie (nie znam się na tych wszystkich markach, rozróżniam tylko Cinquecento od Seicento i małego fiata, więc nie potrafię sprecyzować, cóż to była za machina). Cwaniaczek ów - tuż przed zakrętem!! w takich warunkach!! i na podwójnej ciągłej linii, którą mimo wszystko było widać spod śniegu!! - wyprzedzał sobie wesoło jakieś wolniejsze od niego auto, nie bacząc na to, że z naprzeciwka nadjeżdżam... ja.

Nie wiem, jak dokonałam w duchu tej kalkulacji, ale doszłam jakoś do wniosku, że nie chcę sprawdzać trwałości mojej Białej Strzały w zetknięciu z tą rozpędzoną kupą blachy i odbiłam na prawo, na pobocze. Taki przynajmniej był plan, bo wykonanie... cóż, nieco przerosło moje oczekiwania. Straciłam przyczepność i mistrzowsko wjechałam do przydrożnego rowu.

Uch...

Mam prawo jazdy od lat. Uczyłam się jeździć zimą. I jestem diabelnie ostrożnym, by nie powiedzieć - tchórzliwym - kierowcą. I co z tego, skoro na drodze nawet najostrożniejszemu driverowi może zza zakrętu wyskoczyć nagle jakiś psychopata?

Koleś nawet się nie zatrzymał. Wiem, bo zaraz po lądowaniu obejrzałam się i zobaczyłam tylko, jak znika za zakrętem. Cóż miałam robić? Wyłączyłam silnik. Zaciągnęłam ręczny (ech, nie wiem po co - po prostu stary nawyk...). Wyskoczyłam z auta i przyjrzałam się krytycznie sytuacji.

Nie wyglądało to jakoś szczególnie dramatycznie, ale Biała Strzała - jak to Cinquecento - ważyła jednak tych kilkaset kilogramów, więc raczej nie było mowy o tym, żebym ją stamtąd własnymi wiedźmowymi mocami wyciągnęła. Musiałam przełączyć się więc na tryb *nieporadne dziewczę w tarapatach* i zaczęłam machać na nadjeżdżających od strony *stolycy* kierowców.

Mówcie co chcecie, ale ludzie są jednak poczciwi. W ciągu 5 minut znalazł się przemiły pan z linką do holowania i jeszcze trzech innych, którzy pomogli wypchnąć moje małe białe cudo z rowu na jezdnię (żeby nie było, zwolniłam ręczny zanim zaczęli pchać...). Bez nich pewnie utknęłabym tam na nieco dłużej. A że *głupi ma szczęście*, znalazła się jeszcze ciężarówka pomocy drogowej nadjeżdżająca od strony Chęcin, dzięki czemu lekko wgięty błotnik wrócił błyskawicznie na swoje miejsce. Panowie, nawet nie wiecie, ile ciepłych myśli Wam w tym momencie posyłam za to, że znaleźliście się tam wtedy na mojej drodze. :-)

Otrząsnęłam się szybko, wsiadłam do auta, mniej więcej pozbierałam z podłogi to, co na nią pospadało, włączyłam radio i ostrożnie ruszyłam dalej. Na szczęście przy skansenie czekał na mnie ktoś, kto znacznie lepiej niż ja wiedział, gdzie należy zerknąć, żeby sprawdzić stopień uszkodzeń. I na szczęście - nic nie znalazł. :)

A ja wróciłam do domu ciut przestraszona, nasycona skansenowymi widokami i przekonana, że w ludziach drzemie sporo życzliwości. Na co dzień rzadko o niej mówimy, ale zimą warto rozgrzać swoje myśli tym, że gdzieś na drodze można trafić nie tylko na pacana. :)

anulawawrzyniak@gmail.com
kwarciak, 2017-01-07, 20:47
Nienawidziłem zimy do tej zimy. Wieczne odśnieżanie i walka z tym gdzie da się wjechać na glebie bez zawadzenia miską albo stabilizatorem, ale…
Ale kupiłem sobie auto. Duże auto. Wysokie auto. Auto z 4x4. I wyjącym mostem. Ale wjedzie wszędzie, a możliwość zaparkowania w prawie każdej zaspie otwiera nowe możliwości. I teraz jest tak, że z niecierpliwością oczekuję kolejnych opadów. Bo ludzie zostawią swoje dyliżansy, a ja wyjadę nawet jak mnie pługiem przysypią. A z V8 pod maską nawet stanie w korku staje się mniej uciążliwe :))
Michał Olechowski, 2017-01-08, 22:02
E-mail: olechowski777@gmail.com

Zima zza kierownicy kojarzy mi się oczywiście z… zabawą! Nie mam, co prawda jeszcze prawa jazdy, niemniej jeździłem już wielokrotnie po torze. Pierwszy śnieg, to dla mnie zawsze wyczekiwanie okazji by pouczyć się i poślizgać się jakimś autkiem po torze. - Moje pierwsze śniegi i jazdy w życiu - http://bit.ly/2eBhAKm

Nic nie cieszy mnie bardziej, niż wyzwania stawiane przede mną jako kierowcą. Na torze gigantyczna ulewa? – zgadnijcie kto pierwszy wsiada do auta, sprawdzić jak jeździ się w takich warunkach :P
Lód, śnieg, mgła, ciemna noc, zmienne nawierzchnie? – Świetna zabawa :)
- Pościgać się subarakiem w nocy po torze - pobawić się w jeździe na czas szalejącym czterołapem na mokrym asfalcie? – Bajka!

Myślę, że to dzięki takim wyzwaniom, towarzyszącej przy tym adrenalinie i świetnej zabawie, ciągle się doskonale i chcę być kierowcą rajdowym :P
- Tak mi idzie - Podsumowanie roku nauki jazdy 17 latka - http://bit.ly/2hWEhHv

A może po prostu kocham ten sport, gdzie liczy się każda sekunda, jazda na granicy możliwości, adrenalina, ale też opanowanie i zimna głowa oraz ta ogromna prędkość… http://bit.ly/2iSchru

Natomiast wszystkim osobom, których (o zgrozo!) jest wiele – dla osób, które boją się zimy: wybierzcie się na kurs doszkalający. Za 500 – 1000 zł, nauczycie się panować nad swoim pojazdem i nabierzecie pewności siebie w codziennej jeździe. - Nauczycie się panowania nad autem w poślizgach, a umiejętność ta - być może ocali wam kiedyś życie.

Polecam, warto! :)

Napisz komentarz

Autor *

Strona

Komentarz *